Obrona „Linii Mołotowa” – Przemyśl, 7 maja 2006 r.
Rosjanie patrolują „nasz” brzeg Sanu. Jest spokój i cisza. My wiemy, że tylko chwilowa. Znamy scenariusz i znamy historię. Oni sześćdziesiąt pięć lat temu mieli nadzieję, że jednak spokój ten potrwa o wiele dłużej. Ze stanowiska, jakie wybraliśmy sobie z operatorem TV widoczność jest dobra, choć nas samych maskują świeżo ścięte gałęzie. Ci trzej z patrolu chodzą tam i z powrotem, przykuwając oczy jakichś dwóch tysięcy widzów po obu stronach rzeki. Wiadomo, że za chwilę się zacznie. Granica, pomiędzy dniem dzisiejszym a historią wyznaczona jest przez biało-czerwoną taśmę oraz żywopłot.
Na faszystowskim brzegu pojawia się szara ciężarówka holująca armatę polową. Pojazd zatrzymuje się, a spod plandeki wyskakują żołnierze. Jeszcze chwila i zbiegają na dół do pontonów. Rosjanie z patrolu początkowo są zaskoczeni, ale już wszczęli alarm i widzimy jak okopy zapełniają się postaciami w zielonych mundurach. Padają pierwsze strzały. Z niewidocznych głośników dobiega prawdziwa kanonada. Trzeba przyznać, że robi to wrażenie i chyba przy głośniejszych wybuchach pochylamy nawet się odruchowo.
Wojna
Niemcy wczołgują się na terasę rzeczną i próbują atakować prawie z marszu. Przygważdża ich jednak ostrzał z okopu i bunkra. Przy wylocie lufy Diegtiariewa widać błyski i dym. Odzywa się drugi karabin maszynowy na górnym stanowisku. Z komór nabojowych Mosinów wyskakują co chwilę łuski. Dystans pomiędzy walczącymi zmniejsza się, a całość zaczynają przysłaniać dymy wybuchów. Wychylam się i widzę jak sanitariusze wnoszą na górę kolejnych rannych. Rosjan wyraźnie ubywa, co ponownie ośmiela nacierających żołnierzy Wehrmachtu. W ruch idą granaty ręczne i gwałtowny atak oddaje radziecki okop w ręce napastników. Teraz kolej na bunkier.
Atakujący mają trochę łatwiej, bo teraz są tu schody, których nie było w 1941, a nam i tak udzielają się emocje jakbyśmy byli na planie „Szeregowca Ryana”. Cała akcja skupiła się na wąskim przesmyku w górę, którego nie widać z większej odległości. Dochodzą nas tylko strzały, wybuchy i okrzyki, jakby napastnicy chcieli sobie nimi dodać odwagi przed ostatecznym szturmem. Minęło kilka minut i wszystko nagle ucichło. Ogromnie świdruje słuch ta cisza. Wydaje się, że to tylko przerwa, ale jest już po wszystkim. Widzowie ciągle milczą, a tymczasem Niemcy wyprowadzają jeńców.
Teraz następują chwile na pamiątkowe fotografie. Rozluźnienie, którego nie było przed inscenizacją. Widać jak „aktorzy”, bardziej przywykli do takich wrażeń od nas, pozują uśmiechnięci. Dla mnie, a jeszcze bardziej chyba dla gromady młodszych ode mnie, to ciągle są żołnierze. Wysmarowani gliną, zakurzeni, teraz wydają się bardziej prawdziwi, niż jeszcze godzinę temu.
*
Przy okazji organizacji Podkarpackiego Jarmarku Turystycznego w Przemyślu zainscenizowano niemiecki atak na radzieckie umocnienia Linii Mołotowa, jaki miał miejsce 22 czerwca 1941 roku. Odtworzono walki w pobliżu bunkra dowodzonego przez lejtnanta Czaplina, wkopanego w skarpę nad Sanem tuż przy hotelu „Gromada”. Wyposażony w kilka stanowisk ogniowych i stalową kopułę na szczycie wygląda imponująco.
Role żołnierzy obu walczących stron odegrali członkowie Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Galicja” oraz goście z Niemiec i Słowacji.
Zdjęcia i tekst: Arkadiusz Komski